Matura, i co dalej?
Mówi się, że rynek nie znosi próżni i, że każdą lukę, jaka w nim powstanie wykorzystuje upatrując w niej nowej szansy na rozwój. Jednak wydaje się, że od dawna istnieje pewna niespójność w oświacie. Szkoły ponadgimnazjalne wypuszczają spod swoich skrzydeł wciąż nowych absolwentów, część z nich kontynuuje naukę na studiach. Smutne jest to, że w wielu przypadkach, studia wyższe to przechowalnia, w oczekiwaniu na lepsze czasy. Bardzo duża liczba chętnych sprawiła, że uczelnie musiały stanąć na wysokości zadania i rozszerzyć swoją ofertę. Z jednej strony, upatrywano w tym zjawisku, zwiększenia samoświadomości młodych ludzi. Bardzo dobrze, że widzą oni potrzebę kształcenia i samorozwoju. Rzeczywistość okazała się jednak okrutna. Masowo powstające niepubliczne szkoły wyższe, których filie znaleźć można już nawet w niewielkich miejscowościach zalały cały kraj. Szkoły prześcigają się w różnorodności kierunków, profili. Kuszą potencjalnych studentów niskimi kosztami czesnego i możliwością studiowania w rodzinnej miejscowości. Część z nich zniknęła z rynku pozbawiając młodych ludzi możliwości kontynuowania nauki nawet na innych uczelniach. Czy jednak ta obfitość wyższych uczelni chroni przyszłych absolwentów przed bezrobociem? Czy poziom tych uczelni jest na tyle wysoki, aby bez problemu znaleźć po nich pracę zgodną z kierunkiem? Wreszcie, czy kierunki, które proponują uczelnie mają cokolwiek wspólnego z aktualnymi potrzebami rynku pracy? Te pytania wydają się kluczowe, a jednak wciąż brakuje na nie takich odpowiedzi, które satysfakcjonowałyby młodych ludzi. Takich odpowiedzi, które dawałyby nadzieję i szansę – okupioną przecież często ciężką pracą i wyrzeczeniami – na lepsze, godne życie. W tym sensie próżnia między szkołą ponadgimnazjalną a studiami wyższymi istnieje cały czas i wydaje się, że ma całkiem duże rozmiary.